Zwykle nie poruszamy tu kwestii z tzw. “Å›rodowiskowego bagienka”, bo nie sÄ…dzimy, by wiÄ™kszość czytelników byÅ‚a specjalnie zainteresowana. ChciaÅ‚bym jednak nawiÄ…zać do hitu ostatnich dni, jakim jest wywiad z Krzysztofem Kopciem. Przy odrobinie wyrozumiaÅ‚oÅ›ci można go odebrać jako narzekania starszego pana w stylu “za PRLu byÅ‚o lepiej”. Ale nie chcÄ™ siÄ™ szerzej nad tym rozwodzić bo bardziej odpowiednie osoby już to zrobiÅ‚y. ChcÄ™ wykorzystać moment do podzielenia siÄ™ drobnÄ… anegdotkÄ… zwiÄ…zanÄ… z mojÄ… skromnÄ… osobÄ… i twórczoÅ›ciÄ… pana Kopcia, gdyż mogÄ™ nie mieć drugiej okazji, a wydaje mi siÄ™ nieco zabawna.
Pacholęciem dziesięcioletnim będąc, jarałem się komiksami Kopcia do magazynu DeDe Reporter (o wesołym, żółtym mapecie z długimi uszami). Byłem wtedy zakochany w amerykańskiej cartoonowej stylistyce i łaknąłem jej w polskim wydaniu, a kopciowa krecha trochę do tego nawiązywała. W każdym razie sam już ostro rysowałem i facet był dla mnie Bogiem. Raz wygrałem konkurs DeDe na scenariusz i Kopeć go narysował w magazynie. Byłem wniebowzięty. W dodatku zapłacili mi 50 zł (do dziś udaje mi się zgarniać na komiksie kwoty podobnego rzędu).

To może, ale nie musi być rysunek Krzysztofa Kopcia
Już jako dziecko byÅ‚em bardzo krytyczny w stosunku do swoich prac i wciąż porównujÄ…c swoje rysunki z dzieÅ‚ami Mistrza ubolewaÅ‚em, jak daleko mi do niego. Raz, jadÄ…c z rodzicami w samochodzie, nawet siÄ™ popÅ‚akaÅ‚em z tego powodu. Rodzice byli nieco spanikowani tym, co siÄ™ dzieje na tylnym siedzeniu, a ja pÅ‚akaÅ‚em mówiÄ…c, że nigdy nie bÄ™dÄ™ tak dobry jak Krzysztof Kopeć. “Ale co, ty myÅ›lisz, że on sam to wszystko rysuje?” - uspokajaÅ‚ mnie tata. “Ale czym siÄ™ tu w ogóle podniecać, przecież to sÄ… proste kreski” -  próbowaÅ‚a innej taktyki mama. Ale nic nie pomagaÅ‚o, wyÅ‚em i wyÅ‚em. W wieku lat siedemnastu stwierdziÅ‚em, że rysunki Kopcia sÄ… chujowe i, że rysujÄ™ lepiej od niego.

To może, ale nie musi być mój rysunek wykonany w wieku 17 lat
-- Maciek


